- mówi Tomasz Pałasiński, zastępca dyrektora do spraw realizacji inwestycji w krakowskiej GDDKiA. I dodaje: - Kontrakt na budowę autostrady nie został zakończony, mamy jeszcze rok na jego rozliczenie. Dysponujemy tzw. pieniędzmi wstrzymanymi, także na rozliczenie wykonawcy z odszkodowań. Ale liczę ciągle,że konsorcjum dogada się z właścicielem domu i że pieniądze zostaną wypłacone jak najszybciej...
KONTROWERSJE. - Zostałem sam w starciu z gigantem - mówi rozżalony Marek Mazurek. Fundamenty jego domu spękały, a konsorcjum nie chce słyszeć o naprawieniu szkód.
Mieszkaniec Kokotowa od ponad pół roku walczy o odszkodowanie za zniszczenie fundamentów domu podczas budowy autostrady A4 z Krakowa do Szarowa. Bez skutku. - Zostałem sam w starciu z gigantem - nie ukrywa rozżalenia Marek Mazurek.
Dom Mazurka stoi kilkadziesiąt metrów od nowej autostrady, przy lokalnej drodze do stacji kolejowej w Kokotowie. Latem 2007 r. - na zlecenie głównego wykonawcy odcinka autostrady A4 Kraków - Szarów, hiszpańsko-polskiego konsorcjum Dragados SA - Polimex-Mostostal SA - zinwentaryzowano budynki potencjalnie zagrożone pracami budowlanymi. Było takich około 200.
- Rzeczoznawca stwierdził wówczas, że na fundamentach mojego domu są trzy pęknięcia, a właściwie tylko niewielkie rysy. Ale potem 30 m stąd wbijano kafarem w ziemię potężne pale wzmacniające osuwający się grunt. Wszystko w domu podskakiwało, pojawiły się kolejne pęknięcia - mówi Marek Mazurek.
Dlatego pod koniec czerwca ubiegłego roku, po zakończeniu prac przy autostradzie, zażądał od konsorcjum przeprowadzenia ekspertyzy, która "ustali, czy są i jakie są zagrożenia dla dalszej eksploatacji budynku" w związku z powstaniem pęknięć fundamentów "w wyniku działania sprzętu ciężkiego".
W analizie porównawczej z września 2009 r. biegły rzeczoznawca stwierdził, że na fundamentach widnieje 12 rys. Zaznaczył jednak, że liczba rys nie zmieniła się, chociaż równocześnie zasugerował, że... część z nich powstała po przeprowadzeniu inwentaryzacji w 2007 r., m.in. na skutek... montażu anteny TV i wymiany okien. Mazurek otrzymał też pismo, w którym - na podstawie ustaleń biegłego - wykonawca stwierdza "brak zasadności w roszczeniach właścicieli budynku". Odtąd konsorcjum przestało odpowiadać na pisma.
- Analiza została wykonana nierzetelnie - przecież robiona była na zamówienie. Biegły twierdzi najpierw, że nie ma nowych pęknięć, a potem, że są. Sam naliczyłem, że jest ich aż dziewiętnaście! Podczas wymiany okien wyciąłem stare z pianki, nie mogło dojść do uszkodzeń fundamentów. Antena? Przy biciu kotletów przez żonę też mogą popękać fundamenty!? Dzwonię do Dragadosa co chwilę i chyba już się im śnię po nocach; nie odpowiadają na pisma, zarzucają mi nawet próbę wyłudzenia pieniędzy. A mnie nie o pieniądze chodzi, bardziej o wykonawstwo, naprawienie szkód. Bo nikt teraz nie potrafi powiedzieć, ile będzie kosztowała naprawa fundamentów. Trudno też ocenić, czy dom będzie stał dalej, czy się zawali! - mówi Marek Mazurek.
Na początku listopada Marek Mazurek zwrócił się o pomoc do inwestora budowy A4 Kraków - Szarów, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Krakowie. Ta uznała, że analiza może być nierzetelna i poprosiła konsorcjum o powtórną ocenę stanu technicznego budynku. A w piśmie skierowanym do właściciela domu w Kokotowie orzekła, że nie jest stroną w sprawie.
- Z warunków kontraktu jasno wynika, że odpowiedzialność za zniszczenia ponosi konsorcjum. Dlatego przed podpisaniem umowy i rozpoczęciem prac zawsze żądamy od wykonawców polisy ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Ale monitorujemy sprawę. To nie jedyny sporny przypadek na 20-kilometrowym odcinku autostrady Kraków - Szarów. Jest ich kilka czy kilkanaście, różnych: rozryta działka, zniszczone ogrodzenie, woda opadowa odprowadzona na posesję. Chociaż akurat sprawa pana Mazurka wydaje się najpoważniejsza - mówi Tomasz Pałasiński, zastępca dyrektora do spraw realizacji inwestycji w krakowskiej GDDKiA. I dodaje: - Kontrakt na budowę autostrady nie został zakończony, mamy jeszcze rok na jego rozliczenie. Dysponujemy tzw. pieniędzmi wstrzymanymi, także na rozliczenie wykonawcy z odszkodowań. Ale liczę ciągle, że konsorcjum dogada się z właścicielem domu i że pieniądze zostaną wypłacone jak najszybciej.
Marek Mazurek już takiej nadziei nie ma. Wprawdzie kilka tygodni temu rzeczoznawca ponownie zjawił się u niego w domu, ale konsorcjum wciąż uparcie milczy.
- Zostałem na lodzie i na koniec muszę iść do sądu. I zrobię to, choć nie mam ochoty: sprawa będzie kosztowna i może się ciągnąć latami. Ale nie dam się spuszczać po brzytwie, nie dam się ignorować. Nie może być tak, że ktoś trzepie pieniądze na budowie autostrady, a ja muszę się sam użerać z problemami! - mówi.
- Ciężko apelować o cierpliwość, ale to cierpliwości tu najbardziej potrzeba. Nie da się tego załatwić od ręki. Ale jeśli sprawa trafi do sądu, dysponujemy warunkami kontraktu, mamy dostęp do inwentaryzacji - dokumenty zostaną udostępnione podczas postępowania. Pan Mazurek nie zostanie sam - zapewnia Tomasz Pałasiński.
Nikt z przedstawicieli konsorcjum Dragados SA - Polimex-Mostostal SA nie chciał z nami rozmawiać na ten temat. - Nie udzielamy żadnych komentarzy - ucięła krótko Izabela Zielińska, asystentka dyrekcji Dragados SA Oddział w Polsce, lidera kontraktu. Pytana, kto więc w imieniu firmy powinien ustosunkować się do sprawy, odparła: - Niestety, nie wiem...
PIOTR SUBIK

